Zmiany, ponoć jakie by nie były wychodzą na dobre. No właśnie ponoć, bo skąd możemy wiedzieć czy akurat taka zmiana jest pożądana.
Gdyby człowiek był tylko maszyną nie byłoby żadnych problemów, po prostu wgrywałoby się nowy firmware, jakąś małą łatkę i już możemy się cieszyć nowym, ulepszonym modelem.
No ale główny programista niestety nie przyłożył się do prototypu i wyszło z tego coś a la produkt pewnej znanej firmy zajmującej się projektowaniem popularnych systemów operacyjnych... Czyli niby działa ale zawsze nie do końca.
No właśnie stary system się zawiesił do końca po kilku latach działania z mniejszą lub większą ilością błędów krytycznych. Czas zrobić wreszcie format i postawić coś nowego. Tylko właśnie... sterowniki, cholera jak zwykle przestarzałe a strona producenta nigdzie nie podaje skąd można wziąć świeższe. Ech znowu muszę pokombinować ze źródłami alternatywnymi.
Odwiedziłem ostatnio World Press Photo.
Zdjęcia niezłe, choć przyznam się bez bicia, że spodziewałem się większej ekspozycji.
Na dziś prawdziwy klasyk przez duże "K"
poniedziałek, 18 maja 2009
piątek, 15 maja 2009
Hapiness is easy...
Czasami do szczęścia potrzeba tak niewiele. Wystarczy spotkać odpowiednią osobę, w której towarzystwie spędza się wieczór. Bez szaleństwa, po prostu rozmawiając. I nagle jakby ktoś wymazał wszystkich dookoła, realnie i w przenośni. Niesamowite jest uczucie kiedy nagle oboje zauważacie, jesteście sami w kawiarnianym ogródku.
Potem jeszcze krótki spacer w stronę domu i nagle okazuje sie że nie chcecie wracać do siebie tylko zostać...
Siostro nie tylko adrenalina będzie potrzebna.
Potem jeszcze krótki spacer w stronę domu i nagle okazuje sie że nie chcecie wracać do siebie tylko zostać...
Siostro nie tylko adrenalina będzie potrzebna.
poniedziałek, 11 maja 2009
"Każdy nowy dzień rodzi nowe paranoje"
Czym jest matrix?
Pamiętam jak wszyscy się nad tym zastanawiali. Każdy widział siebie w ciemych okularach uciekającego po dachu przed agentami, każdy chciał być choć przez pięć minut bohaterem.
Teraz już mam swoją wizję.
Nie ma w niej żadnych efektów specjalnych, spektakularnych pościgów i walk. Jest po prostu życie. Nie zawsze łatwe, nie zawsze kolorowe, czasem po prostu wkurzające.
Matrix... to po prostu słodki czas dzieciństwa, w którym nie przejmujemy się niczym. Trwając w słodkiej nieświadomości żyjemy spokojnie pod opieką rodziców, systemu, przeciwko któremu zbuntujemy się w okresie dojrzewania. Tyle, że bunt w pewnym momencie wygasa i następuje przebudzenie, które podobnie jak w filmie nie jest przyjemnym doświadczeniem. Wtedy tak naprawdę zaczynamy żyć i dochodzimy do wniosku, że nie ma wybrańców.
"Gdy mi się oczy zamkną Tobie się otworzą" - to jest najszczersza prawda.
Szkoda tylko, że gdy już człowiek pojmie te słowa osoby, która to powiedziała dawno nie ma. Pozostaje tylko żyć w prawdziwym świecie i przygotować nowszy, trochę poprawiony Matrix dla następnego pokolenia...
Pamiętam jak wszyscy się nad tym zastanawiali. Każdy widział siebie w ciemych okularach uciekającego po dachu przed agentami, każdy chciał być choć przez pięć minut bohaterem.
Teraz już mam swoją wizję.
Nie ma w niej żadnych efektów specjalnych, spektakularnych pościgów i walk. Jest po prostu życie. Nie zawsze łatwe, nie zawsze kolorowe, czasem po prostu wkurzające.
Matrix... to po prostu słodki czas dzieciństwa, w którym nie przejmujemy się niczym. Trwając w słodkiej nieświadomości żyjemy spokojnie pod opieką rodziców, systemu, przeciwko któremu zbuntujemy się w okresie dojrzewania. Tyle, że bunt w pewnym momencie wygasa i następuje przebudzenie, które podobnie jak w filmie nie jest przyjemnym doświadczeniem. Wtedy tak naprawdę zaczynamy żyć i dochodzimy do wniosku, że nie ma wybrańców.
"Gdy mi się oczy zamkną Tobie się otworzą" - to jest najszczersza prawda.
Szkoda tylko, że gdy już człowiek pojmie te słowa osoby, która to powiedziała dawno nie ma. Pozostaje tylko żyć w prawdziwym świecie i przygotować nowszy, trochę poprawiony Matrix dla następnego pokolenia...
Subskrybuj:
Posty (Atom)